RSS
 

Praca i współpraca dzięki FengOFFICE

06 lip

W sprawie organizacji pracy i współpracy napisane zostało nie jedno słowo i przesłany nie jeden bajt. Przy prowadzeniu projektów czy dowolnego przedsięwzięcia niezbędna jest jasna i czytelna komunikacja. Bazując na moich doświadczeniach odważę się nawet stwierdzić, że jest to jeden z najbardziej krytycznych aspektów każdego przedsięwzięcia. Główne źródła problemów i sporów, które dotkliwie uderzają nas w drodze do sukcesu wynikają z bezpodstawnych domniemań i niezamierzonych niedomówień.

Jak temu zaradzić? Problem wielowymiarowy to i rozwiązań kilka. Najważniejsza jest osoba, każda osoba. W projekcie z punktu widzenia organizacji komunikacji każda osoba jest tak samo ważna. W celu dobrego startu każdy musi z grubsza poznać cel działań całego projektu, swoją rolę oraz zakres działań, za które będzie odpowiedzialny jednym słowem *roadmap. Przy starcie projektu należy też zadbać o odpowiednie narzędzia wspierające współpracę. Tutaj z pomocą śpieszy nam armia aplikacji bardziej lub mniej przydatnych.

 

Moje GTD: Krok 1

04 cze

Pierwszy krok GTD to kolekcjonowanie (ang. collection). Rozpoczynając organizację zgodnie ze wskazówkami GTD w mojej ocenie trafnym określeniem tego kroku jest inwentaryzacja. W kroku tym głównym celem jest odkopanie i wydostanie na światło dzienne wszystkiego co mamy do zrobienia. Dosłownie wszystkiego. Niezależnie od wagi, sensu, priorytetu czy konsekwencji. Wszystko na stół czyli do INBOXa.

W pierwszej kolejności postanowiłem zrobić listę źródeł, które zapewniają mi zajęcia różnej maści. Jak postanowił tak zrobił.

Źródła zadań i wyzwań:
- bezpośrednio (wynikające z rozmowy)
- postanowienia i cele
- notatnik / kalendarz papierowy
- poczta …ta fizyczna ;)
- do przeczytania (czasopisma / książki)
- otwarte projekty- e-Kalendarze
- skrzynki poczty elektronicznej
- urządzenie mobilne (telefon / sms)
- komputer (pliki, listy todo, linki)

Sporo? Tak, a to dopiero lista źródeł spraw, którymi się zajmuję lub zająć powinienem.

Przejdź do pełnej treści wpisu »

 
Brak komentarzy

Wpis w kategorii GTD

 

O prywatności w sieci słów kilka

17 maj

Ostatnio podniósł się szum dookoła tematu prywatności w sieci. Śledząc różne wątki nasunęły mi się dwa spostrzeżenia, którymi postanowiłem się podzielić.

Jako Polacy mamy zbyt duży dystans do tematu informacji, które umieszczamy w sieci. Tezę tą bazuję na podejściu własnym oraz osób, z mojego otoczenia. Bądź co bądź rejestrując się w serwisach społecznościowych większość z nas nie czyta regulaminu czy polityk prywatności. Pamiętać należy, że wszystkie informacje tam umieszczane stają się własnością właścicieli takiego serwisu. Wszyscy powinniśmy więc dobrze się zastanowić co i kiedy pokazujemy na tej globalnej ścianie ogłoszeń.

Najważniejsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać wystawiając kolejny status, wpis na blogu brzmi „Czy jest osoba, która nie powinien o tym wiedzieć?”. Jeśli odpowiesz sobie TAK to nie umieszczaj tej treści w otwartych serwisach społecznościowych. (Świadomka) Nawet jeśli ograniczysz wiadomość tylko do znajomych czy zaufanych to ktoś Cię może zacytować, zamieścić zrzut ekranu w innym serwisie itd. Po prostu daj sobie spokój z publikacją informacji, których nie wywiesiłbyś na środku rynku do wglądu wszystkich.

Drugą rzeczą, która przykuła moją uwagę jest skarżenie się ludzi na wykorzystanie tych informacji w celach komercyjnych lub innych „niewłaściwych”. Dlaczego osoba udostępniająca informacje na serwisie społecznościowym tym samym przekazując je właścicielowi serwisu dziwi się, że wyskakują jej reklamy zgodne z zainteresowaniami. Ewenementem jest zaskoczenie przedsiębiorcy, który trafił na listę dłużników. Trafił tam po publikacji w serwisie społecznościowym wpisu o swoim nowym całkiem nietanim samochodzie. Pewnie osoba, która czekała na zapłatę za wykonaną pracę nie była z tego zakupu aż tak zadowolona.

Hmmm. Czyli co z tym wszystkim dalej zrobić?

W mojej ocenie najlepszym rozwiązaniem jest otwarcie własnego BLOGa na platformie typu WordPress. Tam umieszczone publikacje mamy pod pełną kontrolą. Możemy także udostępnić konkretne materiały tylko znajomym lub pozostawić do własnego wglądu traktując je jako pamiętnik. Do takiej informacji nigdy nie dotrą niepowołane oczy. Oczywiście żeby całkowicie zabezpieczyć dane przed nieuprawnionym dostępem musimy wyłączyć komputer i wrzucić go do skrytki bankowej ;).

Morał z tej bajeczki jest jeden „doczytaj i przemyśl zanim klikniesz”. Bardzo interesuje mnie na jakim stanowisku stoisz w kontekście powyższego wpisu.

Możesz skomentować otwarcie poniżej lub
przesłać tylko do mojej wiadomości przez formularz kontaktowy.
Śledź też zmiany i nowości w serwisie przez kanał RSS oraz ciekawostki przez Twittera.

 
4 komentarzy

Wpis w kategorii Wiedza i życie

 

Jak rozpocząć dzień z wykopem?

13 maj

Zmuszenie się do wstania z rana to jedno z bardziej traumatycznych przejść szarej codzienności (w domyśle mojej). Poranna niechęć do wszystkiego powoduje sporo komplikacji. Na ten przykład obrywa się najbliższym od burczącego, zaspanego i wolno myślącego osobnika gatunku ludzkiego. Czas rozruchu umysłu też często nie jest zadowalający. W końcu pierwsza kawa w samochodzie popijana w czasie przecierania oczu aż się prosi o utratę zniżek uzyskanych przy ubezpieczaniu auta. Dochodząca do tego codzienna strata czasu, który pewnie można spożytkować na wiele innych sposobów.

W tym wpisie postanowiłem podsumować moje doświadczenia w zwalczaniu powyższego scenariusza.

Przejdź do pełnej treści wpisu »

 
2 komentarzy

Wpis w kategorii FreePM News

 

Jak zmniejszyłem ryzyko utraty danych w domu?

12 maj

Dwa razy w dotychczasowej udało mi się stracić dane. Powodem zawsze było uszkodzenie sprzętu. Pierwszy przypadek raczej standardowy pad dysku. Podjęte próby napraw były bezskuteczne a koszty odzyskania danych przekroczyły o kilka zer mój ówczesny budżet. Wyciągnąłem wnioski poszedłem w RAID. Na dwóch dyskach dane posiadając (myślałem) jestem bezpieczny. Błąd! Źródłem drugiej traumy był także pad sprzętowy. Po wyczerpaniu pomysłów udałem się do specjalisty. Zostałem obdarowany sporą wiedzą na temat macierzy dyskowych i świata pamięci masowych. Pełną goryczy wisienką na tym deserze była diagnoza dotycząca kontrolera RAID, który zrobił coś powiedzmy nieodwracalnego. Dane poszły w stan niebytu.

Solucja, którą obrałem sprawdza mi się od trzech lat. W mojej ocenie poniższe rozwiązanie w wystarczający sposób zmniejsza ryzyko utraty danych w środowisku domowym.
Przejdź do pełnej treści wpisu »