Ostatnio podniósł się szum dookoła tematu prywatności w sieci. Śledząc różne wątki nasunęły mi się dwa spostrzeżenia, którymi postanowiłem się podzielić.
Jako Polacy mamy zbyt duży dystans do tematu informacji, które umieszczamy w sieci. Tezę tą bazuję na podejściu własnym oraz osób, z mojego otoczenia. Bądź co bądź rejestrując się w serwisach społecznościowych większość z nas nie czyta regulaminu czy polityk prywatności. Pamiętać należy, że wszystkie informacje tam umieszczane stają się własnością właścicieli takiego serwisu. Wszyscy powinniśmy więc dobrze się zastanowić co i kiedy pokazujemy na tej globalnej ścianie ogłoszeń.
Najważniejsze pytanie jakie powinniśmy sobie zadać wystawiając kolejny status, wpis na blogu brzmi „Czy jest osoba, która nie powinien o tym wiedzieć?”. Jeśli odpowiesz sobie TAK to nie umieszczaj tej treści w otwartych serwisach społecznościowych. (Świadomka) Nawet jeśli ograniczysz wiadomość tylko do znajomych czy zaufanych to ktoś Cię może zacytować, zamieścić zrzut ekranu w innym serwisie itd. Po prostu daj sobie spokój z publikacją informacji, których nie wywiesiłbyś na środku rynku do wglądu wszystkich.
Drugą rzeczą, która przykuła moją uwagę jest skarżenie się ludzi na wykorzystanie tych informacji w celach komercyjnych lub innych „niewłaściwych”. Dlaczego osoba udostępniająca informacje na serwisie społecznościowym tym samym przekazując je właścicielowi serwisu dziwi się, że wyskakują jej reklamy zgodne z zainteresowaniami. Ewenementem jest zaskoczenie przedsiębiorcy, który trafił na listę dłużników. Trafił tam po publikacji w serwisie społecznościowym wpisu o swoim nowym całkiem nietanim samochodzie. Pewnie osoba, która czekała na zapłatę za wykonaną pracę nie była z tego zakupu aż tak zadowolona.
Hmmm. Czyli co z tym wszystkim dalej zrobić?
W mojej ocenie najlepszym rozwiązaniem jest otwarcie własnego BLOGa na platformie typu WordPress. Tam umieszczone publikacje mamy pod pełną kontrolą. Możemy także udostępnić konkretne materiały tylko znajomym lub pozostawić do własnego wglądu traktując je jako pamiętnik. Do takiej informacji nigdy nie dotrą niepowołane oczy. Oczywiście żeby całkowicie zabezpieczyć dane przed nieuprawnionym dostępem musimy wyłączyć komputer i wrzucić go do skrytki bankowej ;).
Morał z tej bajeczki jest jeden „doczytaj i przemyśl zanim klikniesz”. Bardzo interesuje mnie na jakim stanowisku stoisz w kontekście powyższego wpisu.
Możesz skomentować otwarcie poniżej lub
przesłać tylko do mojej wiadomości przez formularz kontaktowy.
Śledź też zmiany i nowości w serwisie przez kanał RSS oraz ciekawostki przez Twittera.